Rejs 'Wyborczej'. Jesteśmy, dopłynęliśmy do Berlina!

//Rejs 'Wyborczej'. Jesteśmy, dopłynęliśmy do Berlina!

Rejs 'Wyborczej'. Jesteśmy, dopłynęliśmy do Berlina!

Od piątku 1 maja płynęliśmy jachtem spacerowym z Wrocławia do Berlina przez Odrę i kanał Odra-Hawela. Przez ten czas zatrzymywaliśmy się w nadodrzańskich marinach i pokonaliśmy łącznie 504 km.

Targ dla Niemców

Przed wpłynięciem na kanał Odra-Hawela zatrzymaliśmy się niedaleko jego ujścia, w małej zatoczce w Osinowie Dolnym. Według tablicy informacyjnej jest tu przystań, ale nic innego na to nie wskazuje – nie ma pomostów i żadnej infrastruktury, prócz jednego poleru. Przycumowaliśmy do niego i zrzuciliśmy kotwicę. Z pokładu trzeba skakać w zarośnięte nabrzeże, co jednak też ma swój urok.

Po zejściu na ląd okazało się, że jest tu targowisko. Zastanawiam się, czy na pewno zacumowaliśmy po polskiej stronie Odry, bo wokół słychać tylko niemiecki, w tym języku są wszystkie napisy na szyldach, a do tego ceny są w euro. Po polsku widzę tylko ogłoszenie o pracy w kwiaciarni.

W końcu ktoś mi wyjaśnia, że nadal jestem w Polsce, ale targowisko działa tu w zasadzie tylko dla Niemców. Przyjeżdżają tu przede wszystkim po papierosy, a przy okazji także po jedzenie. Oprócz straganów są tu też restauracje, bary, pole do minigolfa i salony fryzjerskie.

Klientów jest dużo, a dla tych, którzy nie mają samochodu, z Berlina dojeżdżają spcjalnie dwa autokary dziennie.

To podobno największe przygraniczne targowisko, ale nie jest to najważniejsza atrakcja tego regionu. Niedaleko jest Cedynia, w której odbywają się inscenizacje upamiętniające wojnę sprzed ponad tysiąca lat. W okolicy jest też cmentarz wojenny, na którym pochowani są żołnierze walczący podczas forsowania Odry w 1945 roku. Do cennych zabytków należy również klasztor cysterek z pięknym dziedzińcem.

Jest tu również Cedyński Park Krajobrazowy o powierzchni ponad 300 km kw., z wieloma rozlewiskami i bagnami orz siedliskami dla ponad 200 gatunków chronionych zwierząt.

Płyniemy na Hawelę

Na wysokości Cedyni wpłynęliśmy wreszcie na prowadzący do Berlina 92-kilometrowy kanał Odra-Hawela. Przeprawiliśmy się przez śluzę w Hohensaaten, a potem przez podnośnię Niederfinow, jeden z najbardziej imponujących obiektów hydrotechnicznych obiektów w Europie. Statki wpływają tam do wielkiej wanny, wciąganej potem na wysokość aż 34 metrów, żeby pokonać różnicę poziomów na kanale.

Obok powstaje drugi taki obiekt, ale już o większych parametrach, bo Niemcy chcą wkrótce wykorzystać kanał do przewozu większych ilości ładunków. Dlatego także szlak wody jest poszerzany i pogłębiany.

Kanał został przekopany w latach 30., żeby ułatwić transport między Szczecinem a stolicą Niemiec. Jak się wkrótce dowiem, na kanale pływają z ładunkami niemal tylko Polacy prowadzący głównie barki z węglem. Tego typu przewozów odbywa się tędy średnio 40 każdego miesiąca.

Kilka zestawów z węglem akurat płynie z nami. Zdałam sobie sprawę, że na żywo widzę je po raz pierwszy, bo gdy kilka lat temu przeprowadziłam się do Wrocławia, przewozy Odrą do elektrociepłowni zostały już zlikwidowane na rzecz kolei.

Jak się okazuje, ze Śląska w wagonach węgiel dociera także do Szczecina, gdzie część jest… przeładowywana na barki i dopiero płynie do Berlina. Paradoks? – No głupota kompletna. Zamiast wozić węgiel do Niemiec Odrą i Szprewą, okrężną drogą przejeżdża najpierw pół Polski koleją. Nie wiem, jak to online casino nederland możliwe, że komuś się to opłaca. W Holandii czy Niemczech nigdy by się na coś takiego nie zgodzili – mówi mi jeden z kapitanów. Z sentymentem wspomina żeglugę na Odrze: barki z węglem i innymi ładunkami pływały dzień i noc, a do przepraw przez śluzy stały w kolejkach. Nie jest zadowolony, że teraz jedyna praca dla marynarzy jest na zachodnich drogach wodnych. – Chętnie wrócilibyśmy do kraju i pracowali na naszych rzekach, nie dla Niemców – mówi.

Blisko wody

Kanał Odra-Hawela wygląda inaczej niż rzeka. Nie ma tu ostróg i zakoli, a brzegi są niemal idealnie proste. Żegluga kanałem zajęła nam cały dzień, bo wolno płynąć tylko ok. 8 km/godz., żeby fala nie niszczyła brzegów. Przez część trasy spowalnia nas jeszcze zestaw z węglem przed nami, bo wyprzedzić go jest niełatwo.

Większość trasy prowadzi przez las. Ale na niektórych fragmentach kanału brzegi są świetnie zagospodarowane i stanowią część ogródków mieszkańców. Niemal każdy, kto ma dom nad kanałem, buduje też pomost i parkuje tu łódkę. Nad samą wodą mieszkańcy ustawiają altanki i meble ogrodowe. Pomosty mają kawiarnie i budynki z pokojami gościnnymi nad kanałem.

Prócz polskich barek i pchaczy mijamy kilka niemieckich jachtów turystycznych, a im bliżej Berlina, tym więcej ich jest. Po drodze jest kilka marin, w których można coś zjeść, wziąć prysznic, uzupełnić zapasy wody i prądu. Pierwsza z nich to Oderberg. Powinniśmy byli zostać tam na noc, bo do następnej, Marienwerde oddanej o pięć godzin jazdy, nie zdążyliśmy dopłynąć przed zmrokiem. Tymczasem na kanale nie wolno pływać po ciemku ani nocować na dziko. Na szczęście dotarliśmy do nabrzeża w Eberswalde przeznaczonego dla statków towarowych.

Pod koniec drogi płynęliśmy przez jezioro, na którym roiło się już od różnych jednostek – statków towarowych i turystycznych, a także kajaków i łodzi wiosłowych. A późnym popołudniem dotarliśmy wreszcie do Spandau, zachodniej dzielnicy Berlina. Czekał tu na nas kapitan Jacek Bożym, wrocławski armator, który kibicował nam i nawigował podczas rejsu. W Berlinie zacumowaliśmy przy burcie „Pati”, jego „beemki” (barki motorowej), którą od kilku lat pływa z ładunkami na zlecenie zachodnich przedsiębiorców.

Berlin zwiedzimy następnego dnia, oczywiście z wody. Jacek Bożym obiecuje stanąć za sterem naszego jachtu i przewieźć nas po berlińskich kanałach.

Źródło: Gazeta Wyborcza
Autor tekstu: Edyta Bryła
Zdjęcia: Edyta Bryła

By |2017-04-03T12:28:00+00:00Maj 7th, 2015|Rejs z Gazetą Wyborczą|Możliwość komentowania Rejs 'Wyborczej'. Jesteśmy, dopłynęliśmy do Berlina! została wyłączona

About the Author: