Przez cały dzień nie spotkaliśmy ani jednego wodniaka i minęliśmy tylko dwie przystanie. Szczęśliwie przebrnęliśmy jednak przez najtrudniejsze do żeglugi kilometry Odry poniżej Brzegu Dolnego.

Od piątku płynę jachtem spacerowym do Berlina. Chcę przetestować tę trasę i sprawdzić, czy podróż Odrą to dobry sposób na urlop. Pierwszego dnia przepłynęliśmy ok. 140 km między Wrocławiem a Głogowem, gdzie dotarliśmy o godz. 21. Przez cały dzień było raczej chłodno, ale w cieple promieni słonecznych z przyjemnością można się było wygrzewać na deku.

Koniec Odry

Z Osobowic wypłynęliśmy przed godz. 10 w piątek rano. Już na początku zaczęło mocno padać, więc nie zatrzymaliśmy się na przystani Uraz, którą mijaliśmy. Musieliśmy też spieszyć się na przeprawę przez śluzę w Brzegu Dolnym, żeby… woda w Odrze nam nie uciekła. Cały wcześniejszy dzień była bowiem gromadzona powyżej jazu (dzięki podniesionym klapom), a potem uwolniona specjalnie dla naszego jachtu, tworząc tzw. sztuczną falę, na której możemy dalej płynąć.

To konieczne, bo poniżej jazu poziom wody jest zwykle tak niski, że można tam płynąć co najwyżej kajakiem. Warunki bywają tak trudne, że niektórzy wodniacy nazywają nawet Brzeg Dolny „końcem Odry”. Żebyśmy mogli przeprawić się jachtem, o naszych planach musieliśmy powiadomić kilka dni wcześniej Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej i „zamówić” wodę.

Na śluzie w Brzegu Dolnym płacę za przeprawę 7,24 zł. Pracownicy zapewniają, że będziemy płynąć bezpiecznie – poziom wody podniósł się z 40 cm do 110 cm, co przy naszym zanurzeniu (60 cm) jest wystarczające. Ale to wcale nie oznacza, że żegluga jest łatwa. Koryto rzeki jest tu wąskie, więc nurt jest szybszy. Do tego ten fragment rzeki jest znany też z tego, że pływają tu pnie starych dębów, na które trzeba uważać. – Nic mi nie spędza snu z powiek tak, jak Brzeg Dolny. Te kamienie i pnie na dnie aż śnią mi się po nocach, gdy się wybieram w rejs – mówi Magdalena Rozandowska, właścicielka jachtu.

Malczyce

Mamy jednak to szczęście, że na pokładzie jest z nami jeszcze Grzegorz Majcher, który stanął za sterem na najtrudniejszym odcinku Odry. Jest pasjonatem żeglugi i, jak mówi, naszą rzekę zna jak własną kieszeń. Pływa na niej m.in. najstarszym w Polsce jachtem żaglowym, „Złotą Kaczką”, cumującym na wrocławskiej stanicy ZHR. Majcher mówi bez wahania, że poniżej Brzegu Dolnego nie powinien pływać nikt, kto nie ma w żegludze żadnego doświadczenia. – Trzeba mieć wypływanych co najmniej kilkanaście godzin za sterem i dużą pewność siebie. Dlaczego? Bo nurt jest tak silny, że płynie się trochę jak potokiem. W każdej chwili może mocno zakręcić albo zakołysać – twierdzi pan Grzegorz.

Kilkanaście kilometrów dalej mijamy budowę kolejnego stopnia wodnego Malczyce. Ta inwestycja jest jedną z kluczowych dla poprawy warunków na Odrze, ale ciągnie się już od prawie 20 lat i szybko się nie skończy. M.in. dlatego, że mimo obietnic ministra środowiska o zapewnieniu finansowania w tym roku Malczyce nie dostaną prawie nic, przez co nie będzie można wykonać żadnych istotnych prac.

Żegluj z głową

Kilkadziesiąt kilometrów dalej jest już bezpiecznie i Majcher oddaje ster pozostałym załogantom. Ale sterować nadal trzeba ostrożnie, przede wszystkim dlatego, że nie wszystkie przeszkody widać gołym okiem. Nie można podpływać zbyt blisko ostróg, bo pod wodą mogą one sięgać dodatkowych kilku metrów. Ponieważ Odra jest zaniedbana, można też natrafić na wypłycenia i łachy piachu, przed którymi zwykle nie ma ostrzeżeń, a które też trzeba omijać z daleka. Warto zwracać uwagę na znaki drogowe, które wskazują, której części autostrady się trzymać – np. brzegu albo środka rzeki.

Niech was to jednak nie zniechęca, bo nauka rzeki jest bardzo prosta. Łatwo się rozpoznaje, gdzie woda załamuje się w charakterystyczny sposób, co może oznaczać, że pod wodą może się ukrywać jakaś przeszkoda. Żegluga i sterowanie stają się więc szybko ogromną przyjemnością i relaksem.

Opactwo cystersów

W Lubiążu z Odry wspaniale widać zabytkowe opactwo cystersów. Szkoda, że na wodzie nie ma ani jednego znaku, który informowałby turystów, co to za budynek ani jaka to miejscowość. A byłoby warto! Cały zespół klasztorny jest bowiem jednym z największych zabytków tej klasy w Europie i drugim co do wielkości obiektem sakralnym na świecie. Zachowało się tu niemal sto mumii opatów cysterskich i zakonników.

Szkoda też, że nie ma też w okolicy ani jednej przystani, na której można byłoby się zatrzymać, zejść na ląd i zwiedzić zabytek.

Ścinawa

Ok. godz. 16 dopłynęliśmy do portu w Ścinawie, który powstał tu kilka lat temu z pieniędzy gminy. Infrastruktura jest dość prosta – stoją tu pomosty, do których można przycumować łódkę, a na lądzie duża wiata, pod którą odbywają się imprezy. W sezonie wodnym, który się tu podobno jeszcze nie rozpoczął, działa wypożyczalnia kajaków.

Czy ścinawianie cieszą się z portu? Jeszcze jak! – Gdy go nie było, na tym nabrzeżu nie działo się kompletnie nic. Nie było nawet ławki ani koszy na śmieci. Teraz w ciepłe dni wszyscy tu przychodzą. Latem trzeba walczyć o trochę miejsca, żeby położyć koc czy zrobić grilla – opowiada mi dwóch ok. 30-letnich mężczyzn, którzy mieszkają i pracują w okolicy. Mówią, że kajakami pływali od dzieciństwa. Teraz mają na to mniej czasu, ale i tak biorą udział w spływach, które są tu organizowane. – Dla miasta taki port to na pewno świetna inwestycja – mówią.

Głogów

Przez cały dzień nie mija nas na szlaku ani jedna łódka, a życie na Odrze wprowadzają jedynie wędkarze. Ale nie ma czasu się nudzić, gdy wokół widoki są takie piękne. Mnie jeszcze nigdy się nie znudziły.

Tego dnia zdążyliśmy dopłynąć do Głogowa, gdzie zatrzymaliśmy się na noc. Wypatrywaliśmy zapowiadanego przez prasę portu, ale jeszcze go tu nie ma. Budowa się przesunęła i zamiast w maju, ma się skończyć na koniec lipca. Ale i tak mamy gdzie przycumować: przytulimy się do burty statku turystycznego „Laguna”, który stoi przy nabrzeżu przy pomalowanym na różowo moście Tolerancji. Kapitan jednostki wyjrzał przez okno i zaprosił nas do środka, bo na pokładzie trwała akurat projekcja filmu, zorganizowana dla mieszkańców. Jaki leci film? „Rejs” Marka Piwowskiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
Autor tekstu: Edyta Bryła
Zdjęcie: Cruzeo.pl