DZIEŃ TRZECI. Oglądaliśmy winnicę, pływając na Obrzycy, i zwiedziliśmy Krosno Odrzańskie. Jak dotąd wycieczka podoba nam się tak bardzo, że postanowiliśmy popłynąć do Berlina okrężną trasą.

W niedzielę tempo naszego rejsu znowu dramatycznie spadło. Tym razem dlatego, że w ogóle nie spieszyło nam się, by wyjechać z Cigacic. Majówkowa pogoda była tak piękna, a gospodarze tak gościnni, że spędziliśmy w porcie jeszcze kilka godzin. Potem wybraliśmy się na jeszcze jeden rejs galarem wzdłuż Obrzycy, dopływu Odry powyżej wioski. Oglądaliśmy tam Starą Winną Górę, sześciohektarową winnicę na terenie Górzykowa. Przed wojną wszystkie południowe skarpy w tym rejonie pokrywały winorośle, nim zostały zaorane. Ale teraz znowu rosną – przybywa winiarzy, którzy przywracają tu uprawy i znowu produkują wino rozsławiające ten region.

Krosno Odrzańskie

W drodze do oddalonego o trzy godziny rejsu Krosna Odrzańskiego pogoda nadal była bardzo urlopowa. Słońce grzało tak mocno, że można było opalać się na decku i nawet lekko się przysmażyć. Większość drogi przesypiałam.

Na trasie minęliśmy kilka jednostek, m.in. kozielskiego pchacza płynącego w górę rzeki i „Zefira”, miejski statek turystyczny należący do dziewięciu gmin w województwie. Ale poza tym na rzece nadal jest cisza.

Jak wygląda przystań w Krośnie? Trochę tu pusto, chociaż teren jest zadbany. Nie mogłam nigdzie znaleźć toalet ani dostępu do prądu, żeby podładować laptopa, więc korzystam z gościnności sąsiedniego hotelu Odra. Recepcjonistka mówi mi, że w zeszłym sezonie przychodziło więcej takich turystów jak my, zwłaszcza z Niemiec. Przypływali na kajakach albo tratwach i rozbijali obóz na brzegu. W hotelu korzystali za opłatą z pryszniców.

Potem dowiedziałam się, że goście przystani mogą korzystać z pryszniców w budynku OSiR kilkaset metrów dalej (opłata 10 zł). Jest tu też puszka z dostępem do wody i prądu (wcześniej trzeba zadzwonić pod numer telefonu podany na tablicy informacyjnej na nabrzeżu).

Kto ma przystań, ten ma turystów

Najważniejsze jest jednak to, że można się tu bezpiecznie zatrzymać i zejść na ląd. Bo Krosno Odrzańskie to kolejna na naszej drodze urokliwa miejscowość, w której warto się zatrzymać. Miasteczko jest bardzo spokojne i pustawe, dzięki czemu można tu świetnie odpocząć, a do tego jest co zwiedzać. Oglądałam tu ruiny zamku Piastów z bardzo klimatycznym dziedzińcem. Oprócz mnie nie było tu nikogo, więc zwiedzać mogłam samotnie, co dodawało chwili uroku. Po drugiej stronie rzeki warto też wspiąć się po schodach na wysoką skarpę, gdzie z parku można oglądać panoramę na Odrę i kawałek miasta.

Takich miejsc jak to jest pewnie nad Odrą znacznie więcej, ale siłą rzeczy możemy zajrzeć tylko do tych, które mają przystań albo chociaż nabrzeże wyposażone w podstawowe urządzenia cumownicze. Coraz bardziej jestem przekonana, że są warte inwestycji, bo przyciągają wodniackich turystów, a więc pozwalają tym miejscowościom lepiej wykorzystać atuty lokalizacji nad Odrą.
Statek na emeryturę

W Krośnie cumują obok nas głogowianie – Zbyszek i jego bratanek Tomasz. Płyną do domu małym, kupionym właśnie w Czarnkowie jachtem. Po co im taki statek? Zbyszek tłumaczy, że całe życie lubił żeglować po jeziorach, więc teraz chce zobaczyć, jak jest na rzekach. Próbował już w zeszłym roku, ale na jachcie żaglowym, który na Odrze się nie sprawdził. Marzy, żeby pływać po zachodnich drogach wodnych do Berlina i Amsterdamu. – Będę remontował statek. To moja inwestycja na emeryturę, bo wtedy będę miał dużo czasu na pływanie – tłumaczy.

Zapewnia, że z żeglarstwa nie zrezygnuje, a pływanie po rzekach to całkiem inna bajka. – Bo krajobraz cały czas się przesuwa.

Płyniemy na Hawelę

Nasz plan był taki, by popłynąć do Berlina kanałem Odra-Szprewa. Jednak najprawdopodobniej starczy nam czasu, by popłynąć dłuższą, ale urokliwszą trasą, przez kanał Odra-Hawela, zgodnie z nazwą łączący te dwie rzeki. Od Eisenhuttenstadt popłyniemy więc ok. 100 km dalej w dół Odry aż do okolic Cedyni, gdzie znajduje się ujście kanału.

Jedną z atrakcji jest tam infrastruktura, zwłaszcza podnośnia dla statków w Niederfinow, która zastępuje kilka zwykłych śluz. W wielkiej, podnoszonej i opuszczanej wannie, statki pokonują tam aż 36 metrów różnicy w poziomach.

Możliwe jednak, że na podnośnię się nie załapiemy, bo nie jest ona przeznaczona dla tak małych statków jak nasz. Ale nie będzie to wielka strata, bo wtedy skorzystamy z „objazdu” kanałem Niedefinow. Znający tę trasę wodniacy twierdzą, że warto, bo widoki zapierają tam dech w piersiach.

Źródło: Gazeta Wyborcza
Autor tekstu: Edyta Bryła
Zdjęcia: Edyta Bryła